Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

XX Turniej Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka

21 października 2010 r. odbyła się XX, jubileuszowa edycja Turnieju Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka, przeprowadzona przez wrocławski oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Impreza miała miejsce w Klubokawiarni Mleczarnia. Konkurs był przeznaczony dla młodych twórców (do 35 lat) i polegał na publicznym

zaprezentowaniu jednego oryginalnego i nie publikowanego wcześniej wiersza o rozsądnej długości. Sędziowało jury w składzie: Marta Fox (przewodnicząca), Gabriel Leonard Kamiński i Leszek Budrewicz. Konkurs poprowadził Jacek Inglot.

Przed turniejem, w ramach specjalnego 1028 Czwartku Literackiego, odbyło się spotkanie z poetką Martą Fox, z którą rozmawiał Andrzej Goworski. Turniej wsparła finansowo Gmina Wrocław.

W konkursowych zmaganiach wzięło udział 23 młodych poetów. Jury zdecydowało o przyznaniu pierwszej nagrody Jadwidze Skowron za wiersz „Cholerne wewnętrzne piękno”. Dwie rów

norzędne drugie nagrody otrzymali Rafał Różewicz („Koszalin, jesień 1945”) i Maciej Konarski(„Pierwiastki przejściowe’). Jury przyznało także dwie równorzędne trzecie nagrody, które otrzymali Szymon Stoczek („Rentgen, drugie złamanie kręgosłupa”) iDamian Kowal („Tekst napisany na bilecie”).

Poniżej publikujemy nagrodzone teksty.


Jadwiga Skowron (I nagroda)

CHOLERNE WEWNĘTRZNE PIĘKNO

Dziewczynka z twarzą poszarpaną przez psy
uczy się wierzyć w swoje wewnętrzne piękno,
to cholerne wewnętrzne piękno,
które odstrasza od niej chłopców,
a przyciąga psy.

 

Rafał Różewicz (II nagroda)

KOSZALIN, JESIEŃ 1945

Talerze i szklanki nie mogły zbić się same,
lecz ty byłaś na strychu i przeglądałaś album.
Leżał na dnie szafy – zbyt starej, by Rosjanie chcieli dotykać.
I masz: wpierw zdjęcie młodego mężczyzny
w pikielhaubie, potem starszego, z niezbyt ładną córką.
Bez żony, bo żonę ostatni raz widziałaś w mieście Kolberg
w trzydziestym czwartym, bez psa,
bo psa nie było na wcześniejszych fotografiach.

Obrazy nie mogły spaść same, to moja wina.
Ja odkręciłem wodę na wszystkich frontach,
chociaż tyle mówi się o przewidzeniach, o tym,
że mnie nie ma. Bo przecież umarłem,
zanim w lipcu kazano nam wyjechać.
I przed śmiercią nie przypuszczałem,
że jesienią stanę się wytworem twojej wyobraźni.

Kolberg – pol. Kołobrzeg

 

Maciej Konarski (II nagroda)

PIERWIASTKI PRZEJŚCIOWE

w tym gorszym półroczu zwykle trwoniło się uwagę.
tusz niedbale barwił zeszyty albo rękawy,
zamiast układać się w prawo okresowości.

na marginesie sami odkrywaliśmy pierwiastki;
przygodnie, w surowych złożach, nie wiedząc
że dla tej postaci pewne związki są nieosiągalne.

włosy Marty z dnia na dzień zyskały barwę miedzi,
więc myśleliśmy raczej o stopach
metali.

język grzązł w monologach, także popołudniami,
i trudno było wyjść poza ukradkową chłonność,
gdy łamał się szyk, gdy mówili, że trzeba naświetlić problem

kobaltem, zbyt wiele zmiennych miał oddział,
ciało nagląco tarło o pościel, wsiąkało w rubieże.
byle przemilczeć objawy, które można tylko złagodzić.

 

 

 

Szymon Stoczek (III nagroda)

RENTGEN, DRUGIE ZŁAMANIE KRĘGOSŁUPA

W miarę postępu starcy gaszą światła,
neofici znów zmieniają glebę.

Kliniki to nocne kluby tuż przed zamknięciem.
Kroplówka zatrzymuje myśl, a stosunek pozostaje jak bas,
który nigdy nie wybrzmi.

Psy przywiązane do łóżka budzą skuteczniej niż zastrzyk.
Odwyk przyjdzie wraz z pełnią, dziewczęta.
Dym przypomni o umowności.

Umówmy się: ciała są twarde,
trudno przebić na wylot cienie.

Miał wizję nagich ścian, pomieszczeń w kolorze piasku. 
Dzieci bawiły się foremkami niemożliwych rzeczy. 
Wymawiały ,,nóż” i woda zabierała ze sobą ostrość. 
Mówiły ,,kwadrat” i brakowało boków, aby uskutecznić dźwięki. 
Płakały i wtedy śmiech był jak niechciany sakrament.

Przyjąłeś w siebie zwierze – wołali pacjenci,
ale włosy nie stawały się sierścią i nie trzeba było
szczepić na zmyślone choroby,
prosić matek, aby udawały obojętne ciała.

Umówmy się: twardość jest umowna,
trudno dowieść ciężaru nie dając się przygnieść.

 

Damian Kowal (III nagroda)

TEKST NAPISANY NA BILECIE

pierwsze od kilku tygodni wypatrywanie autobusu,
tropikalny deszcz i remont starej jak rzesza ulicy
skutecznie wszystko opóźniają. gołębie, pierzaści bluesmani,
zawsze blisko moich butów, czekają na brudne dźwięki.

chyba je rozumiem, w końcu jesteśmy tak samo zagubieni,
czekamy na autobusy, które nie przyjadą z wrodzonej złośliwości.
pstrokaci idioci z przystanku dają nadzieję, że czekanie ma sens.
w końcu, gdy kilka osób w coś wierzy, można to uznać za prawdę,

ale prawdy nie ma. jest tylko średnia wyciągnięta z kłamstwa.

 

Imprezę wsparła finansowo Gmina Wrocław

Comments are closed