Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

XXIII Turniej Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka

XXIII Turniej Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka

Waldemar Okoä i Libor Martinek25 października 2013 roku w klubokawiarni Mleczarnia (Wrocław, ul Włodkowica 5) odbyła się XXIII edycja Turnieju Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka, organizowanego tradycyjnie od 1990 roku przez wrocławski oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W konkursowym jury zasiadł Waldemar Okoń, Jacek Bierut i Gabriel Leonard Kamiński. Sędziowie wysłuchali wierszy 25 autorów. Nagrody otrzymali: I. (800 zł) Bartosz Sadulski, dwie równorzędne II. (po 400 zł) Zuzanna Ogorzewska i Maciej Taranek, dwie równorzędne III. (po 200 zł) Marta Nowosielska i Dawid Koteja. Przed turniejem, w ramach 1045. Czwartku Literackiego, wystąpił czeski literaturoznawca i poeta Libor Martinek. Spotkanie z poetą prowadził Waldemar Okoń. (JI)

Teksty nagrodzone

Bartosz Sadulski (I nagroda)

Bartosz Sadulski

 

kanikuła
pies pogryzł swój cień do krwi
i ma suchy nos konik wszedł w kąt i zdechł

za zasłoną z wody krążek sunie jak w curlingu
potem uderza w dmuchaną bandę grającą marne covery
(życie to curling więc nie bój się fal) i rozbija ekran
z wiadomością że geje wrócą do łask zupełnie jak kwas

jeśli chcesz się rozbić to załóż kask ale nie skacz
lecz odepnij pas niech twoim alibi będzie choroba
poproś o jednego ale weź oba

należy ci się jak psu woda a kotu lewarek
nasz nowy właściciel ma na imię darek
mały dar jak wolność albo bieda

mam masło co się topi ale nie mam chleba
jest nóż ale nie ma piekła – już nie zrobię
żadnej dobrej rzeczy do rzeczy

bądź ciałem jakie bozia dała jeśli tylko
pozwala ci sumienie na koniec i tak
kurwy oraz święte zmienią się w kamienie

Zuzanna Ogorzewska (II nagroda)

Zuzanna Ogorzewska

Gra w Bałuty
Wierzcie lub nie, trawa nigdzie nie była tak soczysta,
jak na tych bałuckich podwórkach, które mimochodem
uszły czujnej rzezi Zakładu Zieleni Miejskiej.
Pamiętam plac pierwszych bitew, lepszy od angielskich pól golfowych,
sojusze zawiązywane w gęstych krzakach, Imperium Siedmiu Trzepaków.
Banda strzegła tajemnej wiedzy, ukrywanej gdzie popadło,
w brzuchach wypatroszonych lalek, we wrakach wózków
oraz w zeszytach, gdzie rysowało się mama, tatę i słońce,
bo nikt tak czarująco nie ściemnia jak dziecko.Życie w bandzie czegoś mnie nauczyło. Lekcja numer jeden:
jeśli masz pięć lat i wiesz już, że Ziemia nie jest płaska,
nie rozpowiadaj tego w piaskownicy, bo nikt ci nie uwierzy,
zostaniesz sam, w ciemnej dupie, jak Galileusz z wiaderkiem i łopatką.
Trzeba byto działać wbrew naturze, aby wrócić do bandy,
zebrałam w piwnicy garść pająków krzyżaków,
zaczaiłam się na klatce i wzięłam zakładniczki.
Zawsze umiałam zjednać sobie każde
podejrzane towarzystwo, instynkt przetrwania.
Bez wiedzy tajemnej – umarł w pantoflach na zmianę.
Nie wiedziałabym, który sąsiad jest pedofilem,

ani kiedy dozorczyni trzeźwieje, by upiec ciasteczka.Wywiad działał codziennie od śniadania,

rozpracowując trasy matek wychodzących na rynek,
ale przede wszystkim wężyki powracających ojców.
Trzy punkty obserwacyjne w krzakach czarnego bzu,
jaśminu i dzikiego wina niczym chaszcze-niewidki
pozwalały układać się z całym złem świata.
Wydawał się nas oszczędzać – do czasu. Bałuty na próbę
wystawiają nagle, tak by każdy poczuł się równy
w obliczu Boga i karalucha.
Pewnego popołudnia, ukryci w listowiu,
oglądaliśmy przedstawienie sąsiada,
który pobił na chodniku obcą dziewczynę,
a później zaciągnął ją do komórki.
Była nas piątka i żadne nie pobiegło po pomoc.
Przypatrywaliśmy się jak zaklęci, w skupionym milczeniu,
które przerwały dopiero krzyki z kilku okien,
lecące rozciągniętym kluczem nad zaroślami:
– Oooooobiad…!!!
Tego dnia była moja ulubiona zupa pomidorowa z makaronem,
a później ziemniaczki puree z ciemnym grzybowym sosem.
Tak strasznie mi smakowały, aż dotarło do mnie,
że nie będę dobrym człowiekiem.
Maciej Taranek (II nagroda)

Maciej Taranek

wiem coś
o strachu, spałem z nim zeszłej nocy, w gorączce czasu plamiąc prześcieradło.
pranie czasu wieszając się, bez użycia rąk, suszy się samo na sznurach czasu,
które, bez użycia rąk, wziąłem za węża czasu wijącego się, bez użycia rąk,
jak pijany ojciec czasu, który kołysząc stopami trawę, pęczniał jak kwiat na gałązce
jabłoni.
nie wiem nic
o stracie, nie spałem z nią zeszłej nocy, nie miałem czasu. kupiłem (ręką) jutrzejszą
gazetę i rozkładając (ręką) siebie jak gazetę, czytałem (ręką) siebie jak gazetę: a we
mnie był nekrolog ojca – jabłoni wrośniętej w ziemię, ojca – jabłka obgryzionego do
kości, ojca – gałązki złamanej jak ręka. teraz z ziemi ją podnieść, do łóżka ją zanieść,
ją mościć.
Dawid Koteja (III nagroda)   

Dawid Koteja

Parking pod Drammen

Jedziemy z południa na północ, bo to przeciecz dobry kierunek.
Oto ciemne dziąsło nieba, z którego dopiero wyrzyna się gwiazda.
Daleko za sobą zostawiamy półwysep – słony, wyciągnięty język
oczekujący posiłku. Ale statki nie wypłynęły, nie w taką pogodę,
jedynie prom przerzuca z brzegu na brzeg grupki imigrantów.

Nie wydarzy się już żaden exodus. Nie ma kolejnej przystani.
Jest parking pod Drammen. Koczownicy czekający na pracę.
Handlarze wódą i papierosami z przemytu. Dziewczyny
z mazowieckiego jadące na ostrą imprezę. Kotwica.
Jest parking pod Drammen, nasz suchy dok.

Zatoka niczym nawias zamknięty. Deszcz powoli wpływa
do portu – bardziej jak ciężki tankowiec nit tysiąc dżonek
drżących w powietrzu. Słychać alarm, to zawodzą butelki
na plaży. Nawet latarnia morska przypomina strażnicę,
omiata dziedziniec więzienia strumieniem czujnego światła.

Jeżeli kiedyś przestanie padać, pójdziemy nabrzeżem do miasta.
Wycelują w nas wyloty tuneli, lufy dubeltówek wydrążone w skale.
Czy ten kraj naprawdę jest elegancką starszą panią zapraszającą
potrawy do swego stołu? Skoro pomieszano nam języki, filary
oka muszą pozostać niewzruszone, most ponad słowami.

Ostatni widok będzie inną pocztówką: to dumna wieża
wyrasta z tej półpustyni. Parking niknie w jej cieniu.
Bogato odziane Somalijki wchodzą do sklepu tak,
jakby przybyły do studni. Pod ich stopami toczą się
białe pąki, wyciągi z bankomatu, suche i lekkie

jerychońskie róże.

Marta NowosielskaMarta Nowosielska (III nagroda)

środek ciężkości poniżej. wisimy na sznurkach

nadano inne imiona na białych plakietkach.
poruszamy się po okręgu. siła zniekształca.

co pełen obrót odbicie, ułamek sekundy.
następuje przyśpieszenie punktów masowych.

orbita drga. wygina się. uderzamy w szybę. powstaje rysa,
która barwi. zasklepia się czerwienią.

Imprezę sponsorowała Gmina Wrocław logowroc2016 http://www.wroclaw.pl/kultura

Comments are closed