Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

Grzegorz Woźny

 

Ur. w 1975 r. w Świdnicy. Maluje, pisze. W latach 1996–2001 współtworzył Świdnickie Stowarzyszenie Literackie Logos. W tym czasie współredagował również ogólnopolskie pismo literacko-artystyczne „Arytmia”. Brał udział w wielu indywidualnych i zbiorowych wystawach plastycznych. Autor ilustracji i okładek książkowych, m.in. do Układu naturalnego wewnętrznych światów (1997), Ekstra nocnych (1998), Muchoraju (2007), Ślepych okien (2009). Wiersze i prozę publikował w prasie i antologiach. W 1999 roku ukazał się nakładem wrocławskiego oddziału SPP jego debiut książkowy Każda godzina zdatna do picia.  

♦ 

 

RZECZ KOLEJNA 

od nowego trzeba krążyć
od listopada na przykład
wiosna
tylko pierwszy krok dziecka
tego nie znał
nie dopuszczał wtedy 

później grzbietem rodzi się kwiat
czy trawers
ten czwarty liść z ust
doślinia łodyżkę
żeby na dłużej było podróży 

  

(OD)CIEŃ 

spomiędzy rozwartych palców na przestrzał
świecą pióra jak polerowany ołów
do jastrzębia dobija się dziecko
do sutka zimnego jak mleko w kartonie
będzie bryłą dziewczyną niszy wlewnej
z małżonki wydostał się odcień 

z ostatniej strony notatnika wyczytuję
że nasz wzrok bierze początek
z zasypiania rozścielam dla ciebie łóżko
no idź już jak odchodzi napisane
na znak że było oddychanie
chodź przez moment prezenty 

  

RUMIENIEC 

z żuchwy ciasnej jak łeb nastolatki
tak zastępczo podziwiam wysokość
suknię wyobrażam sobie starannie
od kości kręgosłupa na grzbiecie
tory ścięgien w głąb czaszki
to moje tętno to ból znaczy
w przyśpieszonym biciu kilometry 

z łykiem wody czy innego trunku
nie za wiele skracam drogę
na krótko moczę kilometry 

żeby nie pójść nie zrobić mówię
z łatwością ranię konsekwencje dźwięku
za nic trwożna rozrywka
na czas mamusi zdąży wybaczenie
tego się nie robi z postu 

z łatania zboża wiatr nie korzysta
z natury swojej ubogi
a co z nogi na nogę kołysze
temu nic policzków nie zarumieni 

  

ZDOBIONA BLIZNOWYM TATUAŻEM 

widziałem na twoim ciele blizny
a każda ze strzępów
zielonej butelki
z której można odczytać
etykietę wina karo leśnego dzbana
czy damą będziesz
w zdobnym tatuażu
na brzuchu ramionach i klatce
do oddechu zostawiłaś piersi
na wyjątkowo australijskie dłonie 

  

CZĘŚCI 

odbieram głowę z welonu
jasiek na dłużej
czy dmuchany zagłówek
z celu tak już zostaje
za przyczyną błahą ludzką
prezentuje się smutek 

lub część trzecia ostatnia
kiedy do źródła się wraca
na celownik podnosi ziemię 

  

*** 

potrzebujesz mnie zrozumieć
rozumiem chcę
sikam bo chcę po dwóch piwach
na ścianie łazienkowy bezkręgowiec
przypomina mi że mamy wilgoć
obok starego plakatu
z jeleniogórską sztuką
teatralną wersją szekspira
różowy papier na pojemniku
do spłukania i twoje podpaski
i zlew i mydło
ale w płynie
ręcznik 

  

*** 

i już nie aktualne
streszczenie z emocji
a start taki głupi
teraz przyrodzenie spoczywa
na jasnej górze
gdy uczyniono zadość 

  

*** 

wzrok jak ze ściany
bierze początek kończynom
fokus gra z bokobrodów
z organów hammonda
liżę wargi 

  

*** 

dlaczego miałbym nie siedzieć na podwórku
dlaczego psy za jęzory
lipcowe drzewa zapełniają
winne twarze dostatnio
nie żądaj ode mnie głębokiej refleksji
jakbym wiedział lub ktokolwiek
inny
mój wiek rozporządził 

  

*** 

co mam z górki
do opowiedzenia temu szlachetne gadanie 

na szable zwą się
palce od świecy
straszą ściany
z doskoku 

i ta pierś
ta wielka moja 

  

zdanie gdy niechybnie nad nią 

po trzech minutach
za wszystkie skarby świata
miła moja nie oddam 

Comments are closed