Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

Zygmunt Gołąb

34 lata, zodiakalny Byk, mieszka we Wrocławiu, dziennikarz, redaktor i autor opowiadań od prawie siedmiu lat. Aktualnie sekretarz redakcji w Magazynie Kryminalnym „Śledztwo”. Ma na koncie współpracę z kilkoma znanymi wydawnictwami (m. in. Bauer, Axel Springer Polska). Od kilku miesięcy przygotowuje swoją pierwszą powieść pod roboczym tytułem „Tylko sex”, traktującą o pracy w przemyśle erotycznym.

TYLKO SEX (fragment)

– No i co pan tym myśli? – wniebowzięta mamcia odsunęła zasłonę i światu ukazał się jej słodki chłopiec w niebieskiej kombinacji.
– Myślę, że jest w porządku… – przywołałem profesjonalny uśmiech na twarz.
– Ojej, ale jaka to cena? – zatrwożyła się mama, podczas gdy dziecko z trudem ściągało z siebie kosztowne ubranie, nerwowo szarpiąc zasłonę przymierzalni, by nikt nie ujrzał jego tłustego cielska. – 1950 złotych.
Subtelny, pełen rezerwy i godności styl bycia pańci szlag trafił. Hormony w jej ciele zawrzały, rozsyłając cykliczne uderzenia gorąca. Obszerne ponczo zafalowało z oburzenia. – Czemu taki drogi? W ogóle się nie liczycie z ludźmi!
– To nie moja wina…
Te słowa jeszcze bardziej zdenerwowały damę w ponczo. Nie po to w liceum zakładała solidarnie czarne opaski na ramiona po 13 grudnia 1981 roku! Nie po to, by teraz płacić ponad tysiąc złotych za garnitur dla dziecka w sklepie, który nie powstałby, gdyby nie JEJ, JEJ OSOBISTA walka z komuną! Dobrze wyszkolona w demokracji i zachłyśnięta ideą wolności mama androgynicznego stwora postanowiła pokazać, kto tu ma prawdziwą klasę. I co oznacza niezadowolenie klienta!
– Żądam widzenia się z kierownikiem! – zagrzmiała. – Naraził pan mnie i moje dziecko na niepotrzebny STRES!
– No! – potwierdziło dziecko. Bachor pilnie słuchał i uczył się, jak w przyszłości dawać sobie radę w takich sytuacjach. Na końcu języka miałem starannie wyuczoną formułkę, którą my, wszyscy sprzedawcy w King’s Collection, mieliśmy przygotowaną na takie okazje. Ale gdy usłyszałem magiczne słowo „stres” i gdy ujrzałem okrutną radość w oczach chłopaka – coś we mnie pękło.
(co ty kurwa wiesz o stresie ruro jebana pobudka codziennie o szóstej codziennie czysta koszula w kolorze niebieskim i czarne spodnie z kantem bo to mój strój roboczy za własne pieniądze kupiony potem stoję na przystanku i marznę w tych jebanych pantoflach bo nie mam butów na zimę i czekam aż przyjedzie tramwaj potem szybkim krokiem na pekaes żeby znów marznąć w oczekiwaniu na autobus bielański potem jazda w tłoku z innymi sprzedawcami ludźmi których twarze będę pamiętał do końca życia znudzone znużone zrozpaczone bo robić coś trzeba pracować gdzieś trzeba a że chujowo płacą to inna rzecz)
Westchnąłem. Bolały mnie nogi, byłem głodny, zmęczony i zły. Zestresowany. Fakt, mogłem jej zapytać, jaką cenę jest w stanie zapłacić i dopiero wtedy ruszyć na poszukiwanie odpowiedniego garnituru. Zaoszczędziłbym sobie pracy oraz widoku jej i bachora. Ale czy wtedy nie zdenerwowałaby się jeszcze bardziej, nie czuła upodloną, że pytam na dzień dobry, czy ma kasę na zakupy w tym sklepie? Patrzyłem na zacietrzewioną twarz tej kobiety i zastanawiałem się, kim ona jest. Psychologiem, urzędniczką, nauczycielką, providentką, kim? Co jej daje prawo do mówienia do innych takim tonem, w taki sposób?
– No co pan: głuchy? – dama w ponczo wachlowała się dłońmi.
Spojrzałem na nią chłodno. Coś w moim wzroku musiało sprawić, ze zaprzestała wachlowania się i znieruchomiała.
No i w końcu się zdenerwowałem.
Najzwyczajniej w świecie, po prostu się wkurwiłem.
Zacisnąłem dłonie z gniewu, a czerwone plamy wystąpiły mi na twarz. Gniew wezbrał we mnie, a nagła agresja nieomal zaślepiła. I pękła tama, puściły hamulce, odeszły wszystkie wątpliwości i trudne pytania, a język sam plótł…
I nawet się ucieszyłem! Bo wiedziałem już, co mam zrobić. Jak nie dawać sobą pomiatać. Jak rozwiązać ten problem tak, by móc potem spojrzeć sobie w twarz. Jak rozliczyć się z niespełnionymi marzeniami, wyrzucić z siebie gniew i frustrację, które narastały od ostatniego miesiąca, aż osiągnęły apogeum. Jak pierdolnąć tę ciężką pracą, która w rezultacie mi się nie opłaciła i nic mi nie dała, odejść z niej z hukiem tak, by wszyscy mnie zapamiętali.
A szczególnie ta stojąca przede mną pierdolona damessa…

Comments are closed