Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

Ula Ciołkowska

Ur. 9 stycznia 1992 r. w Trzebnicy. Uczennica III klasy o profilu matematyczno-geograficznym w Powiatowym Liceum Ogólnokształcącym w Trzebnicy. Pisze głównie prozę historyczną, po maturze planuje rozpocząć studia na Uniwersytecie Wrocławskim na kierunkach historia i filologia klasyczna. Laureatka kilku ogólnopolskich konkursów literackich.

Maska i LustroOpis fikcyjnych wydarzeń za pontyfikatu Aleksandra VI i Hadriana VI

Dla Kamili Kościelskiej.

Neapol, AD 1503

W ciemnej, cuchnącej celi było kompletnie cicho. Jedynie krople wody opadały na kamienną posadzkę, wytwarzając nieznośny, natarczywy dźwięk. Młoda kobieta, leżąca na kamiennej podłodze, oddychała ciężko. Z jej rozciętych i spierzchniętych warg popłynęła strużka krwi.
Kaszlnęła, ukrywając twarz w dłoniach. Czuła, że zaraz zemdleje.
Zamek w drzwiach szczęknął, a do środka wszedł wysoki mężczyzna w czarnej pelerynie.
– Scarlett – powiedział głucho, zamykając za sobą masywne, okute żelazem drzwi. Kobieta powoli podniosła głowę.
– Czego chcesz? – szepnęła, kompletnie wycieńczona.
Mężczyzna westchnął ciężko.
– Przyszedłem z tobą porozmawiać przed egzekucją – rzekł.
– Nie mamy o czym rozmawiać – ton głosu Scarlett zmienił się nieco. Teraz patrzyła mężczyźnie prosto w oczy, a jej twarz stężała. – Jeżeli chcesz się tłumaczyć, Callistusie…
– Nie mam zamiaru – przerwał. – Po prostu uznałem, że powinnaś wiedzieć, dlaczego tu jesteś. – To mówiąc, usiadł obok niej na zimnej posadzce i delikatnie ujął jej twarz w obie dłonie. – Pamiętam, jak to było, kiedy się poznaliśmy…
Scarlett z trudem zdusiła płacz. Szarpnęła głową, odwracając się.
– Dlaczego mi to robisz?
Callistus oparł się o ścianę.
– Nie mam innego wyjścia. Nie mogłem inaczej postąpić. Twoja śmierć będzie wybawieniem i dla ciebie, i dla twojego męża. Nie będzie musiał znosić obelg i hańby, jaką mu przyniosłaś. W oczach ludu jesteś czarownicą, kochanką diabła. Nie zasługujesz na to, by istnieć.
– Jestem nią przez ciebie. – Scarlett ponownie odwróciła się, tym razem by spojrzeć Callistusowi prosto w jego zimne oczy. – Przez ciebie, twoje zaślepienie i kłamstwa. Chcesz tylko władzy, nie obchodzę cię ani ja, ani dziecko.
– Ono umrze, Scarlett – powiedział Callistus z kamienną twarzą. – Tak będzie lepiej dla was obojga.
Kobieta robiła wszystko, by się nie rozpłakać. Na darmo. Wielkie jak groch łzy toczyły się powoli po jej brudnych policzkach, zostawiając za sobą jasny ślad.
– To twoje dziecko – szepnęła. – Krew z twojej krwi. Czy nie sądzisz, że największa hańba spadłaby właśnie na ciebie, gdyby prawda wyszła na jaw? Wielki Inkwizytor ojcem bękarta?
Wymierzył jej policzek, a na jego twarzy pojawił się złowrogi grymas.
– Milcz – warknął, zaciskając rękę na nadgarstku Scarlett. Dziewczyna skrzywiła się z bólu. – Robię, co muszę. Prawda zniszczyłaby to, na co pracowałem przez całe swoje życie.
Oczy Scarlett zaszły łzami.
– Jesteś kardynałem, więc możesz mieć wszystko, czego pragniesz. Nie rozumiem jednak, dlaczego chcesz zabić własne dziecko i wykluczyć ze swojego życia kobietę, której przysięgałeś wieczną miłość. Powiedz szczerze – kochałeś mnie kiedyś?
Callistus nie odpowiedział.
– Kochałeś mnie? – Przyglądając się kardynałowi, Scarlett zauważyła, że jego szczęka lekko drży, tak jakby chciał coś powiedzieć. – Callistusie?
– Nie – rzekł w końcu. – Nigdy cię nie kochałem. Byłaś dla mnie tylko zabawką. Jednak przysporzyłaś mi jedynie więcej kłopotów.
– Urodziłam ci syna. – Głos Scarlett stał się cichy i zachrypnięty. – Powinieneś się nim opiekować, a nie uciekać od odpowiedzialności.
Kardynał westchnął ciężko.
– Nie wiesz, co się teraz dzieje – powiedział. – Papież Aleksander nie żyje, niedługo zbiera się konklawe. Mam szansę zostać jego następcą. Muszę ukryć całą swoją przeszłość.
Scarlett prychnęła ze złości.
– Przecież Aleksander przyznawał się do tego, że jest ojcem! – krzyknęła. – Dlaczego ty nie możesz uczynić tego samego?!
Wargi Callistusa zacisnęły się w jedną, cienką linię.
– Bo ja nigdy nie chciałem nim być. Jestem inkwizytorem – cudzołóstwo wśród nas jest niewybaczalne.
Kobieta przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech, chcąc uspokoić się nieco.
– Oszalałeś. Nie widzisz nic innego poza władzą i papieską tiarą!
– Cśśś… – Callistus położył jej palec na ustach. – Wszystko jest już przesądzone, Scarlett. Nie próbuj już walczyć.
– Jesteś tchórzem, Callistusie de Montefiore. Kiedyś ludzie poznają prawdę, ale wtedy będzie już za późno, aby wszystko naprawić. Straciłeś ostatnią szansę.
Kardynał wstał z posadzki, przelotnie spojrzał na matkę swojego syna i wyszedł z celi, szeleszcząc atłasowymi szatami w kolorze dojrzałego wina. Ostatni raz dane było mu widzieć Scarlett kilka dni później, płonącą na stosie w samym centrum Neapolu.

*
AD 1523

Starsza kobieta podniosła z ziemi kosz pełen warzyw. Uśmiechnęła się w stronę klęczącego obok młodzieńca, który obcinał wysuszone pędy fasoli. Jego niebieskie oczy błyszczały w świetle zachodzącego słońca.
– Natanaelu – zagadnęła kobieta – pojedziesz jutro do miasta? Może uda się coś sprzedać.
Natanael przytaknął z radością.
– Mam nadzieję, że ludzie coś kupią – powiedział. – Inaczej znów będziemy musieli oddać jedną z naszych krów.
– To niebywałe – szepnęła do siebie staruszka – że chłopiec urodzony jako szlachcic jest teraz pastuchem.
Młodzieniec spochmurniał.
– Och, Liso. – Machnął ręką. – Widocznie tak było mi pisane. Nie zmienisz przeznaczenia.
Lisa uśmiechnęła się przebiegle.
– Zdziwiłbyś się. Nadszedł czas, kiedy musisz podjąć decyzję – czy chcesz jechać do Rzymu, aby tam rozstrzygnął się twój los, czy chcesz zostać tutaj i dalej wieść nudne i nic nie warte życie ze staruchą, która niegdyś cię przygarnęła.
Natanael uniósł jedną brew.
– Nie rozumiem.
Lisa powoli ruszyła w stronę chaty.
– Opowiem ci wszystko podczas kolacji. Chodź już, zaczyna się ściemniać.

Lisa postawiła drewnianą misę z gotowanymi ziemniakami, która zajęła większą część małego stolika, znajdującego się pośrodku wypełnionej po brzegi różnymi przedmiotami izby. W kątach pomieszczenia znajdowały się maleńkie kaganki, a jedyne umeblowanie stanowił ów stolik, dwa sienniki, niewielka, rozklekotana toaletka i palenisko tuż przy wyjściu.
– Jedz, póki ciepłe. Dzisiaj dodałam trochę tłuszczu, żeby się nie zlepiły.
Natanael uśmiechnął się w podzięce.
– Miałaś mi coś opowiedzieć – przypomniał sobie, nakładając na talerz wielką porcję ziemniaków. Po całodziennej pracy na polu był bardzo głodny.
Staruszka usiadła naprzeciwko.
– Jest kilka powodów, dla których powinieneś jechać do Rzymu. Wiesz tylko tyle, że jesteś dzieckiem szlachcianki, prawda? I że twoja matka nie żyje?
Natanael pokiwał głową, coraz bardziej zaintrygowany.
– Nie wiesz jednak, kto jest twoim ojcem. – Twarz Lisy wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia.
– Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz? – zdziwił się Natanael. – Przecież tyle razy cię o to pytałem!
Lisa oparła łokcie na stole.
– Mówię ci to teraz, bo jesteś już dorosły i możesz to zrozumieć. Gdy byłeś młodszy, historia twojego pochodzenia byłaby dla ciebie zbyt zawiła, byś ją zrozumiał. Teraz jesteś w stanie wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Twoja matka zostawiła ci coś, co otrzymała od twojego ojca prawie dwadzieścia lat temu. – To mówiąc, staruszka wstała i podeszła do maleńkiej szafki, z której wyjęła złoty łańcuszek. – Prosiła mnie, bym ci to dała, gdy dorośniesz.
Natanael wziął od Lisy łańcuszek i przyjrzał mu się dokładnie. Na niewielkim medaliku wygrawerowany był herb i jakieś litery.
– Nie przeczytam tego – powiedział ze smutkiem. – Nie potrafię.
Lisa poklepała go po ramieniu.
– To jest nazwisko twojego ojca. Nazywał się Callistus de Montefiore i był kardynałem.

*

Callistus de Montefiore w istocie był kardynałem. Urodził się w Portugalii, chociaż jego rodzice byli Hiszpanami. Dorastał w bogatej, szlacheckiej rodzinie, był dobrze wykształcony i niebywale błyskotliwy. Kapelusz kardynalski otrzymał w wieku siedemnastu lat z rąk papieża Sykstusa IV. Od tego momentu zaczęła się dla niego nowa epoka – epoka niekończących się bankietów, wielkiego luksusu i pięcia się po szczeblach kariery coraz wyżej i wyżej.
Kardynał był człowiekiem bardzo wpływowym. Dzięki swojej inteligencji i przedsiębiorczości szybko dostał się na sam szczyt kościelnej hierarchii, zdobył zaufanie papieża i zaoszczędził sporą sumę pieniędzy, dzięki czemu mógł zamieszkać w najbardziej malowniczej części Lizbony i wieść spokojne, dostatnie życie.
Pozory bywają jednak mylące. Callistus de Montefiore był również Wielkim Inkwizytorem Hiszpanii, człowiekiem, który miał prawo decydować o losie innych i skazywać ich na śmierć nawet za najdrobniejszy grzech. Zyskał sobie miano Świętego Oblicza i był postrachem ściganych przez Inkwizycję. Swoje obowiązki wypełniał nader sumiennie, nie zawsze kierując się sprawiedliwością czy chęcią pomocy chrześcijaństwu. Wiele z jego ofiar zginęło tylko i wyłącznie z przyczyn prywatnych lub politycznych. Włączając w to matkę Natanaela.
– Twój ojciec zabił ją dlatego, że była niewygodna – mówiła Lisa z przejęciem. – Sfałszował dokumenty procesu i upozorował wszystko tak, by móc bez skrupułów skazać ją na śmierć. Chciał się pozbyć również ciebie i pewnie do dzisiaj sądzi, że mu się to udało. Twoja matka była jednak kobietą inteligentną i przewidziała to, co może ją spotkać. Oddała mi ciebie w opiekę i powierzyła przekazanie ci prawdy w odpowiednim czasie.
– Ale… dlaczego? – wydukał Natanael, wstrząśnięty do głębi. – Przecież…
– Byłeś dzieckiem z nieprawego łoża. Twoi rodzice poznali się u męża twej matki, hrabiego Lotaresa. Nawiązali romans, którego owocem jesteś ty. Wkrótce po twoich narodzinach zmarł papież, a Callistus wiedział doskonale, że może zostać jego następcą. Przeszkadzaliście mu. Bał się ujawnienia prawdy, więc najwygodniej było się was pozbyć. Urząd, jaki wówczas obejmował, tylko mu w tym pomógł. Twoją matkę spalono na stosie pod zarzutem uprawiania czarów, co było kompletną bzdurą. Tuż przed śmiercią powiedziała mi, że twój ojciec był jedynym człowiekiem, którego szczerze kochała.
Natanael nie wytrzymał. Ukrył twarz w dłoniach i zapłakał gorzko.
– To niemożliwe – szepnął zdruzgotany. – Mój ojciec jest mordercą… Jestem synem zbrodniarza…
Lisa westchnęła.
– Podobno mieszka w Rzymie. Przynajmniej tam się udał zaraz po procesie twojej matki. Zapewne brał udział w kilku konklawe…
– Jadę tam – powiedział Natanael bez chwili zastanowienia. – Chcę poznać całą prawdę.
Staruszka prędko ostudziła jego zapał.
– Musisz zrozumieć jedno – rzekła zmęczonym głosem. – Podróżowanie do Rzymu tylko po to, by pomścić zamordowaną matkę jest szaleństwem. Twój ojciec jest święcie przekonany o tym, że nie żyjesz, więc wykorzystaj to do uzyskania potrzebnych wskazówek. Naucz się czytać i pisać, zdobądź akta procesu. Z tego, co wiem, nie wszystkie zostały zniszczone.
– Skąd ty to wszystko wiesz, Liso? – Natanael był niezwykle zdziwiony. Ta stara, zniedołężniała kobieta coraz bardziej go zaskakiwała.
Lisa ponownie podeszła do szafki i tym razem wyciągnęła z niej kilka zwiniętych w rulon pergaminów.
– Proszę – powiedziała z uśmiechem, wręczając je młodzieńcowi. – Mam nadzieję, że zrobisz z nich dobry użytek.
– Co to jest? – Natanael uważnie przyglądał się pergaminom. Tak bardzo żałował, że nie potrafi czytać!
– Akta z procesu twojej matki i świadectwo twojego urodzenia. Twój ojciec był człowiekiem mądrym, ale porywczym; w momencie, kiedy przyszedłeś na świat, ubiegał się o zamek w Kastylii. Spór pomiędzy nim a królem Ferdynandem II Katolickim był tak zacięty, że twój ojciec stosował wszystkie środki, aby go wygrać. Na piśmie przyznał się do ciebie w nadziei, iż król odstąpi posiadłość i przepisze ją na ciebie – wyjaśniła Lisa. – Niestety, nigdy się tak nie stało. Mimo wszystko udało mi się zdobyć dokumenty.
Natanael zamrugał szybko oczami. Dotarło wreszcie do niego, że powinien udać się do Rzymu i rozwikłać zagadkę śmierci matki oraz wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy do niej doprowadzili.

Comments are closed