Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

Szymon Stoczek

Student trzeciego roku filozofii. Kursuje pomiędzy Rybnikiem a Wrocławiem. Pisze wiersze, prozę, felietony, scenariusze filmowe. Nagradzany w kilku konkursach. Publikował w ,,Cegle” i ,,Re:presji”.

Kogo, czego nie ma

Może nie powinienem mówić,
że niebo jest niebieskie,
a słońce to pikująca piłka; kula,
która ciągnie za sobą serpentyny.
Czy nazwiesz mnie satelitą
kręcącym się dookoła palca,
samym palcem wskazującym niebo – mój koc,
na którym świeciły mrówki,
zwaliśmy je świetlikami,
a światło było ciemne i nic
już nie rozumiałem z twoich wierszy?
Więc było dobrze?
Dobrze tej zimy. Zanim zaczęliśmy
szyć klatki ze słów,
zamiast po prostu bawić się śliną.

 

Dokument

Dubbing nie pomaga, siostro. Tyle się milczy
o perystaltyce, o poprzecznie prążkowanych
ciałkach, napiętych do granic strunach. Niech gra muzyka,
niech gra i szach-mat, w cztery ruchy, na pustej arterii
miasta. Król potrącony przez mikrobus dwie przecznice
dalej. Prosty ruch, a jaka katastrofa na węźle.
O czym to ja miałem pamiętać? Żeby jeść, co dają,
nie zakopywać lejów po bombach. Wierzyć
w duchy i fajerwerki.

 

Dubler

Samoloty zostawiają ślady. Dopala się papier.
Szminki stewardess znikają z weneckich luster.
Po drugiej stronie rozkład odlotów. Rozkład ciał
niebieskich, w zielonej sukience. Pora wstawać, prasować mundurki.
Tyle gwiazd naokoło. Tylko patrzeć jak wydłużą się
promienie. – Idź w stronę światła włóczęgo,
 na końcu korytarza jest bar sałatkowy. Dziewczyny w tanich kolorach
przeglądają pisma o twardych okładkach.
Trzymają nie twoje usta przy uchu i szepczą,
że gdyby on chciał, to ona może zrezygnować
z tych kilku guzików koszuli i przejść od razu do zamka
Kafki. Tak ma na nazwisko pan z uśmiechem
na drugim planie, który nigdy nie pojawia się na liście ofiar.

 

Po wywiadzie

Czy miał pan pstrokate sny przed emisją kolorowych reklam,
panie Fellini? Indianie, którzy najechali Cinecittę, zadomowili
się tu na dobre. Nie ma już sposobu, żeby uniknąć anten,
od których Pan wyswobodził się na tamten świat; spacerkiem
przez mikroskop, umykając z miasta kobiet i od słodyczy życia;
od klatek, w których ja i moja Giulietta trzymamy albatrosy.

 

Defekt motylich skrzydeł

Odkręć mi jeden zegarek, Ojcze. Powtarzaj za mną:
jestem wodą, powtarzaj za mną: nie ogniem, płynę.
Modlitwa w trybie przypuszczającym grawituje
ku skali szarości, ku czarnym dziurkom w pościeli.
Za chwilę wstaniemy, Ann. Zapalisz papierosa i chwila rozpadnie się
 na kilka zmiennych literówek. Każde pójdzie w swoją stronę,
a dym będzie gęstniał i jeszcze przed wschodem słońca
uda nam się wymienić kilka obosiecznych spojrzeń, szpilek.
Żeby skrzydła się trzymały i było na czym poprzestać.

 

Autostopowicz

Mówisz, że to za prędko się dzieje, że trzeba uciec,
bo zbyt ostro wchodzimy w zakręt i czas. Czas zaczyna
się niebezpiecznie wkręcać między tryby.
Awaryjnie chodzimy poklatkowo, podkładając głos
do dyskusji znudzonej pary z motelu na przedmieściach.
Nie utożsamiasz się, nie wczuwasz. Ja pracuję w tle,
jednym okiem patrząc, jak kurczą się słowa.
Czterdzieści dziewięć detonacji w mroczniejącym
powietrzu,
czterdzieści dziewięć różnych zer.
Potem jedynki, uśmiechy na podsumowanie
wspólnej wymiany dźwięków, pisków, szarpnięć. Stop.

 

Drogi lasu

Winien wam jestem prawdę w malarstwie.
Paul Cezanne

I
Martin H. pisze o butach Van Gogha.
Zostawia prześwit pomiędzy grubą
warstwą ziemi a otwartym niebem,
o którym nie mówi. Wyobraża sobie,
jakby chciał takie buty za własne narzędzie,
ubrudzoną podeszwę za świadectwo bycia,
którego tak pragnął, że aż musiał poświęcić
temu ścieżkę lub dwie. Aby na końcu
bosą stopą przejść ruchomą puentę.
II
Meyer Schapiro kradnie buty i czeka, aż zakwitną
Słoneczniki na grobach. Ucieka ze wsi, w szum
kilku prostych pytań, prowadzących donikąd.
Martin H. raczej się wykręca niż tłumaczy,
skąd ten ciemny otwór znoszonego wnętrza,
w który tak wiele stóp dało się złapać.
III
Jacques Derrida umywa od tego nogi.
W miejscu nakłucia przecinkiem
przewleka płótno sznurówką.
Z pozoru uwalnia od konieczności
dalszej wędrówki. Prawdy,
która nawiedza winnych.

Comments are closed