Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

Ela Kołodziejczyk

 

Urodzona 15 listopada 1973 r. w Katowicach, od 25 lat wrocławianka. Pisze wiersze, piosenki, opowiadania. Założycielka i liderka zespołu Betty Blue (www.bettyblue.pl). Laureatka konkursów literackich i przeglądów piosenki autorskiej, poetyckiej, morskiej. Publikacje gł. w wydawnictwach pokonkursowych i autorskich zbiorkach wydanych własnym sumptem, m.in. „Morskość źrenic” (2003), „Wszystkie wiersze płyną do morza” (2008). Prowadzi działalność edytorsko-wydawniczą. Od wielu lat współpracuje z Salonikiem Trzech Muz (www.salonik3muz.ir.pl) oraz innymi placówkami kulturalnymi. 

♦ 

szklana 

próbuję przejść do porządku dziennego
nad kakofonią nocnych faktów
wciąż wiją się w uszach
śmiech płacz i brzęk przekleństw
niezręcznie uderzających o ekran 

zaszedł bielmem — ścieram
kurz kryje się na jedno kichnięcie
lecz zaraz włazi do oczu
jak lepkie od brudu pluszaki 

tam wieczorny spokój na wagę złota
tutaj porządek czeka na wolny dzień
jak drzwi od szafy w której gałka
bez przerwy się obluzowuje
na szczęście
tu akord nadal wybrzmiewa czysto 

2008 

  

Kaligrafia 

„Kiedy Bóg zrobił pierwszy gliniany model człowieka
namalował oczy, usta i płeć, a potem imię,
żeby jego posiadacz nigdy go nie zapomniał.”
Co rano oblewasz się smołą ze strachu,
że skóra zbyt delikatna — wystawi cię na światło.
O czym to miałaś pamiętać? 

„Jeśli Bóg uznał, że dzieło jest dobre,
to pomalowany model powoływał do życia,
podpisując swoim imieniem.”
Skóra naelektryzowana jak pod dotknięciem pióra.
Na karku niejasne wspomnienie, a jednak —
nagły przypływ nocy każe ci śpiewać. 

2007
pod wrażeniem filmu „The Pillow Book” Petera Greenawaya
 

  

Erosfera 

Umarłem? Pewnie tak,
skoro patrzę na pokój spod sufitu.
Zabawne.
Kiedyś powiedziałaś,
że nie robiliśmy tego jeszcze
chyba tylko na żyrandolu.
Właśnie tu i teraz mógłbym cię wziąć,
ale czy po śmierci można uprawiać seks?
Czy w ogóle można coś uprawiać?
Chyba tylko ziemię — od środka. 

Patrzę z góry na sprzęty,
bez których nie mogłem.
Żyją sobie spokojnie beze mnie. 

2007 

  

remedium 

zawsze kiedy jest na krawędzi
przychodzi pod sklep z obuwiem na rogu 

w szybie wystawy uśmiecha się
dziewczynka ze skakanką
i niebieskimi wstążkami we włosach
pachnące nowością sandałki
wystukują wkute na pamięć rymy
o słońcu które niech będzie zawsze 

przykute do kamienia nogi
roztańczają się jak wstążki
w podskokach mija obuwniczy
za rogiem nadal krawędź
ale jakby mniej uwiera 

2005 

  

z jak z-jawy 

obudził mnie wczoraj głos błękitu co zawisł
na włosku po angielsku wychodząca z siebie
kobieta zahaczyła o niego piórem z kapelusza
nikt nie chciał wyskoczyć po piwo długa kolejka
pan tu nie stał — powiedział królik do maszynisty
daję głowę maszynista chciał mu dać w łapę
ale miał obie ręce zajęte więc dał nogę
na drugi koniec ronda i stanął bo korek
ktoś wepchnął do butelki z winem
pani twierdzi że to nie jej wina ale powinie się pani
noga ręka mózg na ścianie zegar bije do krwi
pierwszej i ostatniego odcinka d jak dziś czas na per-sen 

2006 

  

antidotum 

zamglone oczy wieszam na orłowskim klifie
rybak wypływa na połów
nie podziwia świtu
zmierzchem odciska dzień na rękach
ja w pamięci
zanim ślad się rozmyje
rysuję stopy o spienione krawędzie
by móc wrócić tam gdzie krawężniki
gdzie wschód i zachód zlewają się w jedno 

2008 

 

Comments are closed