Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

Ola Olejniczak

 

Urodzona w 1988 roku we Wrocławiu. Studiuje historię sztuki i grafikę komputerową.
Pisze wiersze, maluje.

 

PO-POCZTÓWKA

powolne tak.
liście.
pocztówki z dalekich krajów
przychodzące za późno,
kiedy stopień po stopniu
ochładza się powietrze
pomiędzy nadawcą i adresatem.

pierwszego nikt jeszcze nie wie.
na ulicach sukienki,
żółte guziki na skrzyżowaniach,
zapach kremu i błyszczące klapki.

ale z wrześniem nic już nie można zrobić.
z urodzinami, pogrzebem,
zmianą stanu skupienia.

 

POŻĄDANIE
według fotografii Jana Saudka

Niebo jest pokryte
rozpaloną do białości mgławicą
w te noce, kiedy śpię
na dębowej podłodze,
skręcona, wycelowana w okno,
nastawiona na godzinę szczytu, dzwoniąc
na ostatnio wybierane numery.

 

AWARIA BUDZIKA

pokój, w którym bronimy się
przed ludźmi-kotami,
a oni jako ostrzeżenie zostawiają
na naszym łóżku pęto kaszanki,

i to miasto o założeniu
urbanistycznym Żagania

zostały wchłonięte,
zastąpione sytuacją,
która rozpoznaje każdego z nas

oprócz Penelopy.
jej w istocie przedtem nie było
i sytuacja robi się groźna,

istota zaskoczona przebiegiem rzeczy,
a rzecz swoją szybkością.

robią się takie układy jak rozgwiazdy,
mapy przedsięwzięć.
amputacje.

już o to pytałeś i ci tłumaczyłam.
nie możesz inaczej się wykpić.

 

ZNIKANIE Z MAPY

posiedzenie odbyło się kiedy spałaś
obecnie otwierasz okno
rysujesz bliznę
przypadkiem gubisz zawleczkę

wokół ciebie gromadzi się ciemność
działa jak opaska ciśnieniomierza

albo rozrasta się dzień
odbity przez granitowy księżyc

wczorajsze kontrakty
rozkładają się w twoim ciele
ustalając kolejne rozbiory

 

SZEWSKI PONIEDZIAŁEK

siódmego dnia nagle zrobiło się ciepło.
wyrazy, które sadziła sąsiadka,
zdawały się wypuszczać pędy pośród pelargonii.
spirytus wytworzył zacieki, a z tynku
zwisały sezonowe stalaktyty.
coś się zbliżało, starsi mieszkańcy
skarżyli się na kręgosłupy,
korzonki, po pelargoniach
rozsnuły się wstążki,
nie wiedzieliśmy jeszcze, co znaczą.

 

WEEKENDOWA GRA

ktoś wraca przez plac
pełen rozdeptanych bułek,
kieruje się na wschód
z widokiem na nagą
jutrzenkę biorącą prysznic
w lodowatej kabinie.

pierwszy autobus,
pierwszy ruch powietrza
wznosi muszki z balustrady.
zegar wybija sobotę
spieczoną wczorajszym upałem,
przechyloną w stronę rzeki.

wydaje się, że wygrał, kiedy
nagle piątek wraca do niego
jak ciężarówka do przewozu dziwek,
przykleja do ciała brudne plastry miodu
i wyrzuca go na drugim końcu miasta,
spoconego i bezbronnego.

 

PANNA MANTEL
Bohaterowi Nieistniejącej Kreskówki

w mieście panna Mantel wychodzi na zdjęciach.
migawkowe czasy zdejmują z niej duszę
i bez niej prezentuje się jak bez płaszcza,
ma głęboki dekolt i płytkie refleksje,
niczym urywki kliszy z perforowanym marginesem
błędu, który czasem popełnia, chodząc w dziwne miejsca
o niekoniecznych porach, gdzie można spotkać
niewłaściwych mężczyzn, a właściwie strach
kogokolwiek spotkać. Nie wiadomo,
czy za czarnymi drzwiami mieszka taki aparat,
który powoli rozbierze ją z ciała
i będzie wreszcie mogła zrzucić
do kontenera swoje sukienki, rozpuścić włosy.

panna Mantel zna pojęcie przeznaczenia:
oszukać przeznaczenie znaczy zrobić coś.
jej przeznaczone zostało nic, dlatego
całe życie poświęciła czemuś:
wkładaniu rąk w to i owo,
przebijaniu materii na wylot,
wywracaniu okryć na lewą stronę,
podszywaniu zamków pod guziki,
ale jedyne, co w ten sposób osiągnęła
to płaszcz, szlafrok na chłodne dni
i zimne wieczory, które spędzi przy grillu
z kiełbaskami i karczkiem
gładzonym szorstkimi palcami kogoś,
kto też jest czymś i zużyje się jak inne rzeczy.
i trzeba będzie wyszywać nowego
czerwoną nitką, ściegiem na okrętkę,
potem znów wyprawiać wesele dla ciotek
i babek z piachu wstających
na głos modlitwy, wesele
łatwiej wyprawić dla dwojga,
kiedy nikt nie patrzy –
żaden ksiądz, wierni
i tak sobie nie będą,
wierni nie żyją w parach,
tylko w ławkach.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.