Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział we Wrocławiu

II „Wiosna Poetów”

29 marca 2007 odbyła się druga edycja Turnieju Jednego Wiersza „Wiosna poetów”, zorganizowana wspólnie przez wrocławski oddział SPP oraz funkcjonujące przy miesięczniku „Odra” Studium Literackie, przy finansowym wsparciu Rady Miasta Wrocławia i Ośrodka Kultury i Sztuki. Impreza jest przeznaczona dla młodych twórców, którzy nie ukończyli 35 lat. Do Klubu „Związki” zawitało ok. 100 widzów i uczestników.
Przed turniejem, w ramach „Czwartków literackich”, miało miejsce spotkanie z poznańskim poetą Edwardem Pasewiczem, prowadzone przez Joannę Orską, z udziałem Karola Maliszewskiego. W przerwie turnieju, w czasie której przygrywali didżeje z zespołu Superduo, ogłoszono konkurs na książkowy debiut poetycki roku 2007.
Turniejowe jury, w składzie: Urszula Kozioł – przewodnicząca, Karol Maliszewski, Mieczysław Orski, Edward Pasewicz, wysłuchało i przeczytało wiersze 31 poetów i zdecydowało o przyznaniu następujących nagród:

I nagroda: ADAM GRZELEC (300 zł) I nagroda: KAMIL ZAJĄC (300 zł) II nagroda: MACIEJ TORANEK (250 zł) II nagroda: PRZEMYSŁAW WITKOWSKI (250 zł) III nagroda: KONRAD GÓRA (100 zł)

W puli nagród było l 200 zł. Poniżej przedstawiamy nagrodzone utwory.

 

ADAM GRZELEC
przesłanie dla innych gatunków

a kiedy już wyginiemy
a wyginiemy z pewnością

wy którzy przyjdziecie po nas
wpadniecie w sieć naszych szczątków

dzieje umysłów są proste
narzuca się szkic początku:

najpierw policzcie przekątne podstawy
tej strzelistej wieży

zbadajcie cień jaki rzuca w noc przesilenia
i gwiazdę której stara się jak okiem sięgnąć

to da wam obraz mglisty
lecz solidny fundament

oblicza pana któremuśmy śpiewali

 

KAMIL ZAJĄC
Kilka impresji z górnej Mongolii

w Andaluzji tańczy się krwiście – Felipe wie.
stopy są ornamentem przestrzeni, więc wije się
jak pies, głośno warczy w rytmie flamenco.
zmysłowa realność rozmiękcza fantazję
oświeca żądze i płonie jak kwiat agatu we włosach.

minuty pospiesznie kapią jak nasienie. perwersja
ta senna religia marzeń, rozpływa się miękko
jak camembert w ustach. Felipe lubi przepych
suto zastawione piersi, zupę z jeżowców
wyjada zachłannie nożami, łyżkami.

symetria jest estetyką głupców, dlatego
zakłada stringi barocco, najczęściej na głowę.
każdy na prawo do szaleństwa, do trwałej pamięci.
a odrobina ekstrawagancji to tylko malarska alchemia.

Felipe, ten bystry torreador wyobraźni
potrafi zamieniać grzyby w płonące żyrafy.
w jego źrenicy czai się tygrys, warczy w dali,
jest dziki. słyszysz, to echo halucynacji.

 

MACIEJ TARANEK
Żart z brodą

(Dzieci z brodą nagrały największy
przebój, który znalazł się na
pierwszym miejscu listy Billboard’u.)

Tarot mówi, że narodzi się owłosione
dziecko, o imieniu liczby. Tak wielki
głód charakteryzuje tylko zwierzęta,
gdy w ciele gromadzą się robaki.
Co zapamiętałem z nauk mistrza?
Kiedy obudzę się w hermetycznej
skrzyni, będę umiał pieśnią przebić
wieko, zrobić kreci tunel, i wyjść
cało z sytuacji? Dokąd pójdę?
Tu są wyraźne ślady, błędne tropy.

(Dzieci z brodą nakręciły teledysk
do największego przeboju, który
zdobył MTV Video Musie Avards.)

W pełni księżyca sprawdza się
horoskop, siódemka krzyżuje z
trzynastką rozpoczynając polowanie
na czarownice. Ale jednak w porządku,
jednak budzę się w łóżku, głębokim
jak rana – grzeczna ze mnie młodzież:
rączki na kołderce, i te sprawy.
Następnym razem zasnę z otwartymi
oczami, bo jeśli kiedykolwiek znalazłby
się upiór ze śliną na brodzie, będę czekał.

(Dzieci z brodą, po zdobyciu nagrody,
udzieliły wywiadu do 40 i 4 mikrofonów
siedząc na 40 i 4 fotelach dla Channel Four.)

 

PRZEMYSŁAW WITKOWSKI
POEZJA JAKO WSPÓLNOTA DOŚWIADCZANIA

ten trójkąt w górze to już raczej wakat (dziura na wielkość
dłoni zatykamy szczelnie) siedzimy cicho liczymy kłosy
oddychamy niespokojnie ręka jest czarna jak księża jak noc
jak księżyc pewna jest tylko sierść pewne są tylko gwiazdy
On Którego Nie Ma oddycha pod nami ziemia ten klimat
to powietrze idzie chyba znad Pragi raczej niż z Jerozolimy
niebieskiej i choć wiem jak to pewnie fatalnie zabrzmi w
wierszu o Bogu ze strachu trzymamy się za ręce i puszczamy
wiatry

 

KONRAD GÓRA
Pogoń jest nieważna. Barwisz śnieg

Pogoń jest nieważna. Barwisz śnieg
Pozbywając się balastu. Moje oko
Traci cierpliwość i wszystek kształt
Zanika aż po puste słowo.
Nie zapłaci za to nawet Żyd Polak.
Z obrazu zostanie negatyw

Płytki krwi. Wywołaj negatyw
O tyle, żeby chwycić kształt
Nawet w powietrzu, którym Polak Żyd
Ulatuje, choć w komorze zostawił oko.
Pogoń jest nieważna. Każde słowo
Rewir. Upadam w kopny śnieg

A ciężar ciała podnosi śnieg
I wdziera się do głodnych jak Żyd Polak
Ust szklany puch za byle słowo
Kastrujący usta. Za faktyczny kształt
W chwili istnienia, lepki negatyw,
Popiół języka, z którego jest oko.

Mam do zabawy lateksowe oko
I dwie mosiężne łuski, tyle słowo
Może zrobić z resztek ryby.
Negatyw Ukazałby więcej, życie jak Polak Żyd
Mnoży się w ciemności. Śnieg
Obraca ciemność i urealnia kształt

Pogoni. Z gór ścieka tłuszcz. Kształt
Zależny od tego, co uznać za negatyw,
Byle nie światło, wieczny śnieg.
Jesteśmy żywi jak co drugi Żyd Polak
Toteż pogoń jest nieważna. Puść oko
I zawrzyjmy przymierze na słowo.

Tak. Zginiemy. Bo słowo
Nie położy w śnieg
Pogoni. Oko
Gruntuje negatyw
W sobie, kształt
Boga. Myślisz jak Polak Żyd.

 

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.